środa, 17 października 2018

Wiewiórkowe szlaczki do pobrania


Wiewiórki to pocieszne i bardzo lubiane przez dzieci gryzonie. Dzisiaj pomogą nam poćwiczyć małe rączki, czyli małą motorykę. Materiał zawiera 14 kart z różnymi szlaczkami, od bardzo łatwych po dość trudne. Może posłużyć jednorazowo jako karty pracy lub poprzez zalaminowanie do wielokrotnego użytku za pomocą mazaka suchościeralnego.

Wiewiórkowe szlaczki pobierzecie poniżej:


niedziela, 14 października 2018

Za co kocham być nauczycielem w przedszkolu?



Dzisiaj obchodzimy w Polsce Dzień Edukacji Narodowej, zwany potocznie Dniem Nauczyciela. Dużo można powiedzieć o wadach bycia nauczycielem: o ogromnej odpowiedzialności, górze zbędnej papierologii, niedocenianiu, zarywaniu nocy, upadku autorytetu, braku szacunku ze strony dużej części uczniów i rodziców, sporych wydatkach i jednocześnie niskiej pensji, ale dzisiaj chciałabym się skupić na tym, dlaczego kocham to, co robię i mimo, że nie lubię wzniosłych tekstów typu: Jestem nauczycielem, zmieniam świat, to trochę wzniosłości pewnie chcąc nie chcąc się tu znajdzie.

Za co kocham być nauczycielem w przedszkolu?

  • Codziennie uczę się poznawać świat na nowo
Dlaczego liście zmieniają kolor? Dlaczego woda w morzu faluje? Dlaczego muchomory są czerwone? To malutka część pytań, które słyszę od dzieci każdego dnia. Wiele z nich zmusza mnie do zastanowienia się nad tym, co mogłoby wydawać się oczywiste i odbycia wędrówki w nieużywane zakamarki wiedzy. Przygotowywanie zajęć sprawia, że zastanawiam się nad tym, nad czym wiele osób nigdy nie zaprzątało sobie głowy. Jednocześnie poprzez wymyślanie odpowiedzi na pytania, codziennie uczę się czegoś nowego i poszerzam wiedzę.

  • Staję się lepszym człowiekiem
Praca z dziećmi, od których wymaga się określonych zachowań i których tych zachowań się naucza, wymaga, żebym sama zachowywała się tak samo i była dla nich przykładem. Każdego dnia zastanawiam się nad sobą i nad tym, co jeszcze mogę zmienić i udoskonalić, nad czym muszę popracować.

  • Uczę się kochać
Dzieci, jak zawsze podkreślam, są różne. Jedne wzbudzają w nas sympatię od pierwszego wejrzenia, inne wystawiają naszą cierpliwość na próbę przez dłuuugi czas ;). W każdym przypadku, żeby skutecznie pracować ze wszystkimi rodzajami małych ludzi, trzeba ich pokochać i zaakceptować takimi, jakimi są. Jednocześnie, zanim zaczęłam pracę z dziećmi, nigdy nie przypuszczałam, że można tak przywiązać się do dzieci, które nie są przecież moimi własnymi.

  • Rozwijam w sobie kreatywność
Kreatywność to obecnie wszechobecne słowo i moim zdaniem trochę nadużywane, ale jednak niesamowicie adekwatne w pracy nauczyciela. Stojąc przed jakimś problemem czy to dydaktycznym, czy to wychowawczym, muszę wysilić szare komórki, które czasem przynoszą mi naprawdę wspaniałe rozwiązania i pomysły.

  • Współtworzę jutro
Mam wpływ na podejście do świata całej rzeszy młodych ludzi, którzy są przecież naszą przyszłością. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Staram się wychowywać i uczyć ich szacunku, zaradności, przyjaźni, współczucia, troski, empatii, rozwijam zainteresowania, podsuwam nowe. Marzę, że kiedy pójdą do szkoły, będą świetną młodzieżą otwartą na problemy naszej planety i gotową im przeciwdziałać. Ktoś może powiedzieć, że w przedszkolu dzieci się tylko bawią, że prawdziwa nauka będzie miała miejsce w szkole i na studiach, a praktyka w życiu. Oczywiście, jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy, ale jednak to już w wieku przedszkolnym, kształtują się zalążki osobowości i zainteresowań, pierwszą wiedzę zdobywamy właśnie w tym okresie, potem już ją "tylko" rozwijamy.

  • Mam satysfakcję z efektów mojej pracy
Uwielbiam, gdy po kilku miesiącach zniechęcenia, prób i ćwiczeń np. poprawnego trzymania ołówka, dziecko nareszcie przychodzi do mnie i pokazuje" "Proszę pani już umiem!". Odczuwam też wielką satysfakcję, gdy mimo nostalgii widzę, jakimi wspaniałymi starszakami stają się moje maluchy. 

  • Wśród dzieci mogę być naprawdę sobą
Ludzie dorośli ciągle w coś grają, chcą się pokazać, udowodnić jakieś racje. Dzieci natomiast są szczere i prawdziwe. Kiedy coś im się nie podoba, zaczynają płakać, kiedy są szczęśliwe, skaczą z radości. Wolę spędzać czas w towarzystwie dzieci niż dorosłych, bo wśród nich nikt nie osądza za to, kim się jest. Dzieci potrafią docenić drugiego człowieka tak jak nikt inny...

  • Ubóstwiam dzieci
Są urocze, zabawne, śmieszne, zapewniają mi całą gamę emocji i wyzwań. Uczę się od nich, a one uczą się ode mnie. 


I właśnie m.in. za to kocham być nauczycielem w przedszkolu i przynajmniej póki co, nie zamieniłabym tej pracy na inny zawód :)

środa, 10 października 2018

Umyj zęby! Gra matematyczna do pobrania

W grze Umyj zęby zadaniem dziecka jest policzenie zarazków, które skolonizowały zęby, a następnie wybranie odpowiedniej cyfry za pomocą szczoteczki przymocowanej do klamerki :)


W pliku znajdziecie:

- szczoteczkę
- 10 kart z liczbami od 1-10

Wszystko pobierzecie poniżej:


wtorek, 9 października 2018

Zdrowe i niezdrowe jedzenie dla zębów


U mnie w tym tygodniu tematy związane z higieną, więc zapragnęłam zrobić sobie kilka nowych pomocy szczególnie dotyczących dbania o jamę ustną.

W pliku znajdziecie 2 plansze zębów, jednego ze smutną miną, drugiego z wesołą plus dwie plansze z jedzeniem do wycięcia. Dziecko musi posegregować jedzenie na takie, które będzie dla zębów zdrowe oraz na takie, które im szkodzi.




Wszystko pobierzecie klikając w link:

sobota, 6 października 2018

Fryzjer


Byłam ostatnio w Pepco szukając ciekawych pomocy do zajęć i moją uwagę przykuły bardzo tanie spineczki do włosów. Tak też narodził się pomysł stworzenia zabawy w fryzjera na podobieństwo czegoś, co kiedyś widziałam na jednej ze stron bodajże w języku francuskim :)

Do wykonania gry potrzebujemy:

- spinek
- 10 drucików kreatywnych
- taśmy dwustronnej albo kleju na gorąco
- kawałka tektury
- modelu twarzy i cyfr do pobrania poniżej:


Materiały należy pobrać, wydrukować, zalaminować i wyciąć, twarz najlepiej wcześniej nakleić na tekturkę. Dzielimy druciki na pół i do każdego przyklejamy cyferkę. Na koniec przyczepiamy druciki rosnąco po obu stronach twarzy. 

Zadaniem dziecka jest przypiąć odpowiednią liczbę spineczek do warkoczyka/pasemka włosów, tak więc oprócz utrwalania sobie cyfr i liczb, maluch ćwiczy dodatkowo motorykę małą. U mnie największą furorę zabawa zrobiła o dziwo wśród chłopców 😄.

Kolorowe listki - gra matematyczna do pobrania


Dzisiaj mam dla Was jesienną grę matematyczną, którą możecie wykorzystać w połączeniu ze znaną piosenką "Kolorowe listki", autorstwa K. i D. Jagiełłów. 


W pliku znajdziecie 11 planszy z drzewami, dziesięć z cyframi od 1 do 10 oraz jedną na wpisanie dowolnej liczby oraz zestaw listków. Listki należy wyciąć, całość najlepiej zalaminować. Zadaniem dziecka jest wybrać jedną z planszy i położyć na drzewku odpowiednią liczbę listków. 


Zamiast listków ode mnie, możecie wykorzystać prawdziwe albo poprosić dziecko o ich dorysowanie, namalowanie czy zrobienie z plasteliny.

Kolorowe listki pobierzecie klikając w link poniżej:


"Pułapka nadopiekuńczości", czyli przestańmy starać się za bardzo!


Często możemy natknąć się na obrazki z lat 70., 80 i wczesnych 90. z umorusanymi dziećmi robiącymi bazy w piaskownicach, biegającymi po wysoce podejrzanych miejscach z kijami, czy siedzącymi z liśćmi udającymi pieniądze z dopiskiem "Kiedyś było lepiej". Obecnie nie do pomyślenia jest zostawić dzieci bez nadzoru i pozwolić im na swobodną zabawę dalej niż na placu zabaw, który możemy spokojnie obserwować z okna lub z balkonu. Jeszcze 20 lat temu nikt nie przejmował się, że jego 4-letnie dziecko nie umie poprawnie chwycić ołówka i nikt nie myślał o zapisywaniu masy 3-latków na rozwijające ich potencjał zajęcia dodatkowe. W przedszkolach przebywały dzieci, których rodzice musieli pracować i naprawdę nie mieli z kim zostawić swoich pociech w domu, a studia były dla osób z najlepszą średnią na roku. Nie było telefonów komórkowych z GPS pokazujących lokalizację, nie było Facebooka, Instagrama i Snapchata. Nosiło się wtedy zegarki i używało telefonów stacjonarnych. Kiedy chcieliśmy się spotkać po szkole, mówiliśmy po prostu: "O 17.00 w połowie drogi!" a mama do nas: "Tylko wróć o normalnej porze". Nikt nie pytał gdzie jest środek wspomnianej drogi ani jaka pora uchodzi za normalną.

Wyobrażacie sobie taki świat? A może należycie jeszcze do pokolenia, które w nim żyło?

Współcześni rodzice są zmęczeni. Ambitni. Przerażeni. Ich domy przypominają wystawy z Home and You i Ikei, jedzenie musi być bio i eko, a dzieci coraz szybciej wdraża się w wyścig szczurów, by później wychować ich na całkowicie niesamodzielnych i nieporadnych dorosłych. O tym wszystkim i o lęku ukrytym pod dzisiejszym rodzicielstwem opowiada książka "Pułapka nadopiekuńczości. Czy wyrządzamy krzywdę swoim dzieciom starając się za bardzo?" Julie Lythcott-Haims, którą otrzymałam dzięki niezwykłej uprzejmości od wydawnictwa Dobra Literatura


"Wzdrygamy się na samą myśl o krzywdzie, która mogłaby spotkać nasze dzieci. I owszem, naszym zadaniem jako rodziców jest dbanie o ich bezpieczeństwo. Powinniśmy jednak przejrzeć na oczy i zobaczyć, że przez nadmierną czujność trzymamy je pod kloszem, odgradzając od swobody, na którą zasługują, a która przygotowałaby je do prawdziwego życia."

Autorka, dziekan pierwszego roku i przez dziesięć lat doradca studentów na amerykańskim Uniwersytecie Stanforda, w sposób dobitny pokazuje współczesnym rodzicom cechy nadmiernego zaangażowania i bycia nadopiekuńczym w stosunku do dzieci: przesadne dbanie o bezpieczeństwo i niedopuszczenie do nauki radzenia sobie z mniej przyjemnymi emocjami, ogrom zajęć edukacyjnych i rzekomo rozwijających ze znikającym gdzieś pomiędzy autorytetem nauczycieli, z całkowitym pominięciem zadecydowania o swoich pasjach samych zainteresowanych, wyręczanie od najmłodszych lat we wszystkim, zaczynając od czynności samoobsługowych, a kończąc na załatwianiu spraw za młodych dorosłych, które powinni umieć rozwiązywać sami.

Jeżeli choć trochę utożsamiacie się z powyższymi wykładniami nadopiekuńczości, to może być znak, że należycie do niechwalebnego grona helikopterowych rodziców, czyli krążących nad dzieckiem: "(...) w sposób sprzeczny z zasadą odpowiedzialności za przygotowanie dziecka do bycia samodzielnym"

Lythcott-Haims wskazuje również skutki takiego modelu wychowania: brak podstawowych umiejętności życiowych, uzależnienie od stymulantów, zmniejszenie potencjału zawodowego, bierność, bycie na utrzymaniu rodziców, stres czy wreszcie nawet problemy ze zdrowiem psychicznym i emocjonalnym, takie jak depresja, nerwica, odczuwanie ciągłej presji do bycia doskonałym, kompleksy, nieudane związki. 

Oprócz krytyki, w książce znajdziemy też cenne rady, jak ustrzec się przed helikopterowym rodzicielstwem i jak wprowadzić je w życie.


W publikacji pisarka zawarła także ciekawe propozycje treningów wychowawczych m.in. próbny zestaw umiejętności życiowych, które dziecko musi nabyć, praktyczne wskazówki jak nauczyć dziecko samodzielnego myślenia czy zestaw refleksji do budowania odporności emocjonalnej u dzieci. 

Książkę polecam szczególnie rodzicom, ale także nauczycielom i wszystkim osobom, które w jakiś sposób zajmują się wychowywaniem dzieci; sama znalazłam w niej wiele wskazówek do pracy wychowawczej i mam nadzieję, że dzięki lekturze uniknę wielu radykalnych błędów, których wcześniej nie byłam świadoma.