środa, 17 maja 2017

Hejt wśród nauczycieli?


Hej! Żeby nie było - wśród nauczycieli można spotkać kolorowe, ciepłe, zabawne, szalenie błyskotliwe, inspirujące i naprawdę niesamowite osoby. Wierzę, że właśnie takich wśród tej grupy zawodowej jest najwięcej. Jednak, jak wszędzie, i tutaj również zdarzają się tacy, którzy hm… pałają zawiścią do wszystkich wokoło, są wredni, są niemili, hejtują? I mimo, że tych kreatywnych i miłych osób jest więcej, to te negatywne wzbudzają o wiele więcej emocji oraz zainteresowania i wybijają się na pierwszy plan, co sprawia, że wspaniali nauczyciele na ich tle blakną, przez co całą naszą grupę zawodową większość społeczeństwa postrzega tak jak postrzega.
Hejt jest zjawiskiem powszechnym, niebezpiecznym i smutnym. Nie zgodzę się z tym, że dotyczy tylko internetu i że narodził się wraz z jego rozwojem, bo ludzie kłócili się i obrażali zapewne od chwili, kiedy odgłosy, które wydawali zaczęły przypominać mowę.

Oczywiście, wśród nauczycieli nikt nie posługuje się ewidentną mową nienawiści. O nie, hejt nauczycielski jest nieco bardziej wysublimowany.

Kto jest obiektem hejtingu?

Żadnych badań nie prowadziłam, żeby to sprawdzić, więc mogę się mylić jak stąd do Księżyca, ale z moich obserwacji wynika, że obiektami najbardziej wrednych zachowań padają osoby, które albo dopiero zaczynają swoją karierę w roli nauczyciela, albo już wiele lat przepracowały i ciężko jest im być na bieżąco z tym jak się sporo rzeczy pozmieniało. Nie należy również zapominać o kwestii płci – wśród nauczycieli większość stanowią kobiety. 

Duża liczba kobiet niestety ma jakieś dziwne upodobanie w tym, żeby sobie nawzajem wbijać szpile, a dlaczego tak jest? Odsyłam do ciekawego artykułu.

Młodym nauczycielom zarzuca się w dość niewybrednych słowach brak pokory, oczekiwanie na gotowe i lenistwo. Starszym, że już się nie sprawdzają, no i że w ogóle nie da się z nimi porozumieć, bo nadają na innych falach.

Poza tym przedmiotem hejtu padają też osoby, które proszą o pomoc. 

Hejt w sieci

Chcemy czy nie, media społecznościowe zdominowały wszystko, nic na to nie poradzimy, trzeba się z tym pogodzić, albo rozbić młotkiem laptopa i wrzucić do najbliższego zbiornika wodnego smartphone'a. Sama udzielam się w kilku grupach dla nauczycieli na facebooku oraz na różnych forach i platformach poza nim.

Czego dotyczy hejt w sieci? Głównie próśb o pomoc, powtarzających się postów lub zapytań, na które wyczerpujące odpowiedzi padły kilkadziesiąt przewinięć dalej oraz błędów ortograficznych. Pierwszej i drugiej grupie zarzuca się, że nie umie szukać. Trzeciej – jakim cudem w ogóle dostała dyplomy, skoro podstawowa wiedza z ortografii leży i kwiczy gdzieś dalej.

Osobiście, niestety, również uważam, że jeżeli ktoś nie zna zasad ortografii i interpunkcji, a da się ich nauczyć nawet dysortografa, to trochę wstyd. Bo kiedy się wypowiadamy na piśmie, to jednak jako osoby, które uczą małe dzieci, powinniśmy zasady znać i stosować. Po co? Żeby dawać dobry przykład i dbać o kulturę i wygląd naszego pięknego polskiego języka. Ale jestem też człowiekiem i wiem, że błędy mogą się zdarzyć nawet komuś, kto całe życie miał 5 i 6 z polskiego. Jest także różnica pomiędzy myśleniem tego, ot tak, po prostu zwyczajnie, bo takie mam zdanie, a wyciąganie komuś jego wszystkich błędów na forum publicznym. Raz czy dwa zdarzyła mi się sytuacja, że ktoś usiłował mi wmówić, że się pomyliłam, podczas, gdy tego nie zrobiłam. Dlaczego te osoby to robiły? Dlaczego nie odniosły się do mojej wypowiedzi, a przyczepiły się do szczegółów, a na dodatek nie miały racji?

Jeżeli chodzi o grupę pierwszą i drugą, to pewnie, też mnie irytuje jak ktoś ciągle pyta o to samo, a odpowiedź padła już wiele razy. Ale niestety, ponownie – czy tego chcemy czy nie – istnieją ludzie, którzy nie potrafią szukać. Internet i jego odmęty są dla nich Mount Everestem bez odpowiedniego sprzętu – nie do zdobycia. Tak jest i już. Ale po co to komuś wytykać? Czy nie możemy sobie pomagać? Jeśli coś cię denerwuje, najprostszym remedium jest nieodpowiadanie, nie musisz pisać tekstów w stylu: „ale to już było”, „nie nauczyli cię tego na studiach?”, „i takie osoby uczą nasze dzieci…”, bo może właśnie – ten ktoś nie potrafi się odnaleźć na danej platformie, na studiach go faktycznie nie nauczyli (bo współczesnym studiom nauczycielskim w Polsce się wieeeeele zarzuca i to nie bez powodu), a mimo, że szukanie informacji nie jest jego mocną stroną, to wspaniale śpiewa i tańczy i ma ogromne serducho do dzieci.

Powiem Wam szczerze, że czasem boję się o coś zapytać na forach dla nauczycieli. Boję się, że moja niewiedza o danym temacie posłuży jako pretekst do "zjechania" mnie od góry do dołu. Dlaczego tak niechętnie udzielamy pomocy innym? Zapomniały woły jak cielętami były?

Hejt w pracy

W końcu zdegustowani i przeciążeni wyłączamy internet, idziemy do pracy, ptaki pięknie śpiewają, kwiaty i drzewa pachną, sypią kolorowymi płatkami, a tu… znowu hejt. No dobra, można kogoś nie lubić. Można się z nim nie zgadzać. Można nawet nim gardzić. Ale jeżeli ten ktoś nie wyrządził nam personalnie nic złego, to na cholerę mu to okazywać?

Swoją pracę kocham, kocham dzieci z którymi pracuję, nieraz mimo chęci walenia głową w dyplom, bo zdarzają się naprawdę różne sytuacje na wszelkich polach. Kiedy z kimś pracuję, zawsze staram się być miła i profesjonalna. Wiadomo, że z jednymi człowiek dogaduje się lepiej, z drugimi gorzej. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby dać komuś odczuć, że nie łączy nas chemia przyjaźni. Poza tym każdemu należy dać szansę, bo nawet jeśli nie dogadujemy się jakoś super na początku, to później to się może zmienić, dlatego zawsze dbam o miłą atmosferę i mam to szczęście, że do tej pory pracowałam z samymi fajnymi dziewczynami. Zawsze też oferuję pomoc, kiedy zobaczę, że ktoś jej potrzebuje, bo to o wiele milsze uczucie niż reakcja na odwrócenie się plecami.

Na szczególnie pozytywne podejście zasługują osoby, które dopiero raczkują w zawodzie, bo jeżeli ktoś bardziej doświadczony im nie pomoże, może być im naprawdę ciężko…

Pamiętam jak dziś moje pierwsze praktyki w przedszkolu. Nie miałam o niczym pojęcia, nawet nie wiedziałam jak się ubrać, byłam totalnie zielona, wiedziałam tylko, że chcę pracować z dziećmi, bo je lubię. Nie wiedziałam, że samo to nie wystarczy. Po pierwszym dniu usłyszałam, że jestem zbyt nieśmiała i nie nadaję się do tej pracy. A myślałam, że było fajnie, bo wychowawczyni grupy cały dzień była przecież miła. Nie rozumiałam tego. Ok, nie należę do ekstrawertyków, wolę raczej obserwować i rozmyślać, niż błyszczeć na scenie. Tego pierwszego dnia po prostu rozmawiałam i bawiłam się z dziećmi, chciałam je lepiej poznać. Może moim błędem było to, że więcej czasu poświęciłam budowaniu relacji z dziećmi niż rozmową z paniami, które były w wieku mojej mamy? Ta, która była moim opiekunem wiedziała, że to mój pierwszy raz w przedszkolu.

Kiedy wróciłam do domu, strasznie płakałam, ale zawzięłam się w sobie, postanowiłam, że tam wrócę i dam radę. Drugiego dnia pani wychowawczyni miała popołudniową zmianę, a rano była dziewczyna jedynie kilka lat starsza ode mnie. Na początku myślałam, że będzie lepiej, że to wszystko dlatego, że panią wychowawczynię i mnie dzieliła duża różnica wieku. Niedoczekanie. Ta dziewczyna kompletnie mnie ignorowała, na wszystkie moje próby zagajenia rozmowy reagowała po prostu wrednie, często też w taki sposób komentując moje wypowiedzi do dzieci. Od niej też usłyszałam, że sobie nie poradzę jak „będę taka nieśmiała”. Z praktyk wtedy zrezygnowałam i poważnie myślałam o tym, żeby dać sobie spokój ze studiami. Otrzymałam jasny komunikat – takie osoby jak ja, czyli introwertycy się nie nadają.

Dzisiaj podeszłabym do tego zupełnie inaczej i wiedziałabym, co robić i jak się zachować. I uważam, że każdy ma swoje zalety, introwertycy też. Na pewno jedną z nich jest lepsze podejście do dzieci takich samych jak oni. Ale wtedy potrzebowałam jedynie pomocnej dłoni i życzliwości, żeby się rozkręcić, a których mi nie okazano.

Drogie panie z moich pierwszych praktyk, jeżeli zdarzy Wam się to przeczytać, chciałabym Wam jedynie przekazać, że mimo wszystko sobie radzę. Jakoś 😉.

Hejtowanie a konstruktywna krytyka

Hejterzy i trolle często bronią się, że to co mówią, to nie złośliwość, to konstruktywna krytyka. Czym wobec tego jest konstruktywna krytyka? To „rodzaj krytyki, która charakteryzuje się tym, że osoba krytykująca przedstawia lub sugeruje jednocześnie sposób lub sposoby rozwiązania problemu poddanego krytyce. Można ten rodzaj krytyki zaliczyć do krytyki wyższego poziomu w przeciwieństwie do zwykłej krytyki pozbawionej tej cechy”.

Mówienie bądź pisanie do kogoś, że jego ozdoba na ścianę w sali jest ładna, ale „te kwiatki to trochę krzywo wycięłaś” i „trochę łyso to wygląda”, to nie jest konstruktywna krytyka. Mówienie bądź napisanie do kogoś, że jego opinia jest błędna i że nie rozumiesz jak i czemu został nauczycielem, to nie jest konstruktywna krytyka. Wytykanie błędów ortograficznych, niewiedzy, nazywanie kogoś głupim, polecanie użycia opcji szukaj, zarzucanie lenistwa, braku pokory, nieśmiałości czy czegokolwiek, to też nie jest konstruktywna krytyka.

Coś Ci się nie podoba w czyjejś pracy, podejściu, zauważasz, że ktoś nie wie czegoś rażącego? Powiedz mu co, dlaczego i jak ty byś to zmienił/-a, ale zachowaj przy tym kulturę. A najlepiej powiedz mu to osobiście lub w prywatnej wiadomości. Nie musisz sprawiać komuś przykrości, wywoływać burzy w szklance wody i ośmieszać go publicznie.

Zamiast pisać lub wypowiadać same negatywy, odwiedź strony typu Pajacyk, Dobry Kilk, Pusta Miska. Przelej chociaż złotówkę na zbiórkę charytatywną. Zamknij wszystko i wymyśl coś co sprawi przyjemność innym. I jeszcze jedno: pomagajmy sobie. Masz coś, co się może przydać? Wiesz o czymś co ułatwi komuś pracę? Podaj dalej!

Pamiętaj, że ten kto powiedział, że słowa nie ranią, najprawdopodobniej nie wiedział co mówi.

Do zobaczenia! 😎